Ambase

1551761_1517090148533821_6829436243725166793_n

Mój zeszłoroczny powrót do miejsca, które nazywam swoim drugim domem był oczywiście czasem pełnym radości, miłości i pięknych, wspólnych chwil. Zawsze jednak musimy zmagać się z kłopotami, więc sielanki nigdy nie ma. Najmniejsze problemy związane z naszymi dzieciakami urastają więc do rangi tych ważnych. Lecz nigdy nie podejrzewałbym, że będę musiał się zmierzyć z sytuacją, której stawka jest tak wysoka.

Z trudem ukryłem przerażenie, kiedy poprosiłem Ambase o ściągnięcie koszulki, aby sprawdzić jak wygląda jego sylwetka. Pamiętałem, że nigdy nie miał perfekcyjnie prostych pleców ale czegoś takiego się nie spodziewałem. Zmiana nastąpiła w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Szok i niedowierzanie… jak to jest w ogóle możliwe?!

spine-thoracic-spine-ap-7_17_2014-9_49_34-am-593

Po szybkiej naradzie w domu stwierdziliśmy, że trzeba się tym zająć natychmiast. Byliśmy przekonani, że operacja będzie konieczna, więc trzeba znaleźć jakiś dobry szpital który to może “naprawić”. Dowiemy się co i jak, zorganizujemy operację, potem rehabilitacje i wszystko się ułoży. Myślałem, że uda się to zrobić w 3 miesiące, czyli tyle ile miał trwać mój pobyt w Etiopii.

Ja wiem, że dla większości z Was Etiopia to kraj dziki, w którym ludzie żyją w szałasach albo innych lepiankach i jeżdżą na wielbłądach. Zdziwilibyście się jednak poziomem najlepszych prywatnych szpitali i klinik w Addis Abebie. Można powiedzieć, że przy porównaniu, to przeciętny szpital w Polsce wypada dość blado. Stąd moja wiara, że załatwimy sprawę na miejscu.

Ciężko mi zliczyć ile szpitali odwiedziliśmy. Odpowiedź zawsze była taka sama. Operacja jest konieczna, najlepiej jak najszybciej i tylko za granicą. W Etiopii niemożliwa do wykonania. Powiedziano nam, że stan się będzie pogarszał i powinniśmy się z tym uporać w ciągu 12 miesięcy. Lekarze proponowali nam wyjazdy do Stanów, Korei Południowej, Ghany, Niemiec czy Indii. Wiedzieliśmy jednak, że wtedy cała sprawa będzie zbyt skomplikowana. Będziemy szukać bliżej – Austria lub Polska. Kolejny problem… pieniądze. Po podliczeniu ile środków potrzeba na całe przedsięwzięcie byliśmy przybici. Za taką kasę moglibyśmy założyć drugi dom w Etiopii i dać lepsze życie kolejnym niepełnosprawnym. Jednak nikt z nas nie zadawał pytania „czy” się tym zajmujemy, ale „kiedy będzie to możliwe do zrealizowania”.

Czas upływał, a sprawa nie posuwała się raczej do przodu. Przełom nastąpił w grudniu. Znajoma, którą poznałem w Etiopii znalazła sponsora i szpital, w którym możemy wykonać operację. Wiedeń? Czemu nie 😉

Dziękuje Ci Camilla, w imieniu Ambase i swoim.

Urzędnicy w Etiopii upierdliwi jak zwykle. Teoretycznie do wydania paszportu wystarczy mieć dowód osobisty, złożyć wniosek i zapłacić. Jednak to się załatwia w Urzędze Imigracyjnym. Miejscu, w którym załatwienie czegokolwiek zawsze jest problemem. Sam się o tym nie raz przekonałem, gdy przedłużałem swoją wizę w Etiopii.

Już dwa razy odesłali Ambase z kwitkiem. Za pierwszym razem w dowodzie Ambase brakowało trzeciego imienia (pełne imię etiopczyka składa się z 3 części: imienia, imienia ojca, imienia dziadka). Ambase jest sierotą i nie znał swojego trzeciego imienia. Cóż pozostało zrobić, trzeba było jakieś wymyślić. Przy drugim podejściu „pieczątka na dowodzie nie była wystarczająco wyraźna”. Etiopio, nie pomagasz nam pomagać.

DSCN9458-Copy

Wszystko idzie jednak zgodnie z planem. Spodziewaliśmy się komplikacji i realnie zakładaliśmy, że operacja odbędzie się w okolicach lipca/sierpnia. Jest więc jeszcze trochę czasu, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik. Będzie dobrze… musi być 🙂

Wyciągnięte dłonie

Oprowadzałem ostatnio turystkę po Addis Abebie. To co przeżyła w Etiopii było dla niej niesamowitym doświadczeniem. Czym się zachwycała, a także co ją przerażało, na mnie nie wywierało już prawie żadnego wrażenia. Jednak dzięki niej ponownie zacząłem dostrzegać to, czego już od dawna nie zauważałem.

Wszędzie, a w szczególności w Addis Abebie spotykam żebrzących. Mijam ich na każdym kroku. Na początku mojej pierwszej wizyty w Etiopii, przechodzenie obok tych ludzi było bardzo trudne, z czasem do tego przywykłem, a obecnie jest to dla mnie normą. Brzmi okropnie, ale nie da się inaczej. Wyciągniętych dłoni jest zbyt wiele. Nie chcę wybierać komu dać a komu nie. Wyjątek stanowią osoby wyraźnie chore, umierające, wymagające natychmiastowej (często specjalistycznej) pomocy medycznej. Do mijania tych ludzi nigdy nie przywyknę. Co jednak mogę zrobić? Nie wierzę, że moje pieniądze poprawią los któregokolwiek z nich…

DSCN9048 (Copy)

Ludzie ulicy nie myślą o tym co będzie jutro. Liczy się tylko tu i teraz. To kwestia braku edukacji, kompletnie innej mentalności. Słyszałem historie pewnego chorego, który zbierał pieniądze na ulicy. Człowiek ten zmarł, a w jego kieszeniach znaleziono około 50 000 birr (około 2 000 euro). Za takie pieniądze to można mieszkać w hotelu przez rok, nie mówiąc już o wizycie u lekarza. Oczywiście to tylko przykład, ale wierzę, że ten kraj bardziej potrzebuje edukacji, niż moich pieniędzy. Może żaden ze mnie nauczyciel, ale ludziom których mijam spacerując z naszymi dzieciakami daję do myślenia. Że niepełnosprawnych nie należy się wstydzić i zamykać w domu, żeby nikt nie widział. To takie dawanie przykładu, próba zmiany mentalności ludzi dookoła (zwłaszcza tych niewykształconych). Nasi najbliżsi sąsiedzi się nie dziwią. Nie tylko nas tolerują, ale też wykazują wyrazy sympatii. Kiedy jednak oddalimy się trochę dalej od domu sytuacja się zmienia. Doświadczyłem już wielu absurdalnych sytuacji. Etiopczycy lubią zagadywać białych, nie mają problemu zapytać co tym dzieciakom dolega, wysłać do kościoła na egzorcyzmy, zatrzymać i po prostu patrzeć, czy też odsunąć z niechęcią (no przecież mogą się czymś zarazić). Raz nawet ktoś mnie spytał czy ten chłopiec może normalnie biegać, bo ma taką małą głowę. Zmierzam do tego, że wzięcie kogoś na stałe pod opiekę jest lepszą drogą wspierania Etiopii, niż rozdawanie pieniędzy ludziom, których twarzy nie będzie się pamiętało następnego dnia. Może dawanie to bardziej pomaganie samemu sobie? Uspokojenie sumienia? Cóż z tego, że jakiś ferendżi (tak najczęściej nazywa się tu obcokrajowców) zgarnie z ulicy chłopaka, który chodzi boso i kupi mu buty. Po 15 minutach ten sam dzieciak będzie latał boso, bo wtedy zbierze więcej kasy od ludzi… a buty sprzeda.

DSC00768 (Copy)

DSC00784 (Copy)

Na Markato (uważanego za największy targ w Afryce), spotkałem ostatnio niepełnosprawnego mężczyznę, który pracował jako pucybut. Przystanąłem przy nim na chwilę i zapytałem ile chce za czyszczenie, mimo że wiedziałem jaka to kwota. Nie zdziwiło mnie wcale, że podbił cenę trzykrotnie, tylko dlatego że jestem białasem. Z uśmiechem i swoim kalekim amharskim zbiłem cenę do lekko zawyżonej, niż ta standardowa. Ludzie dookoła zaczęli mi się przyglądać i bynajmniej nie spoglądali przychylnym okiem. Nie mogłem się jednak przełamać z tym czyszczeniem butów. Nigdy nie korzystałem z takich usług, ze względu na swój kolor skóry. Źle mi się to kojarzy. Z drugiej strony, ktoś dostanie pieniądze za uczciwą pracę. Chciałem przekazać temu człowiekowi, że to co robi jest czymś tutaj absolutnie niezwykłym. Mógłby po prostu stanąć z wyciągniętą dłonią, zamiast pracować. Pewnie zebrałby więcej niż zarobi podczas całego dnia swojej pracy! Zapłaciłem mu za jego heroizm, nie za usługę i odszedłem w swoich brudnych butach. Pożegnał mnie jego uśmiech i podziękowanie, a także pozytywny śmiech gapiów.

DSC02990 (Copy)

Droga Addis Abeba – Debre Zeit. Pokonuję ją przynajmniej kilka razy w tygodniu. Najlepsze szpitale i kliniki znajdują się tylko w stolicy. Fragment tej drogi jest w fatalnym stanie i samochody jadą tym odcinkiem maksymalnie 10km/h. Ostatnio pewien mężczyzna stał na tej drodze i krzyczał do mijających kierowców, że przed chwilą zasypał wielką dziurę drobnymi kamykami. Dzięki temu dostawał od ludzi coś na zasadzie napiwków za pracę. Reasumując – prawie każdy może pracować. Ośmiolatki biegają po ulicach i sprzedają chusteczki czy gumy do żucia(inna sprawa, że powinny być w szkole). Ceny takie jak w sklepach. Warto pomagać ulicznym sprzedawcom, kupując od nich. I nie, urząd skarbowy nie ściga ludzi zasypujących dziury czy sprzedających fajki na ulicach za niepłacenie podatku dochodowego 🙂

100_4432a (Copy)

Kiedy zastanawiam się o żebrzących przypominam sobie Befikera, chłopca przyjętego do nas na podstawie umowy z matką na okres 1 roku. Po tym czasie kobieta ta postanowiła go jednak zabrać do siebie. Do siebie, czyli na ulicę. Bo tam spędzała całe dnie, żebrząc. Oczywiście, trzymając niepełnosprawnego za rękę zbierze więcej. Mam tylko nadzieję, że mocno go trzyma, bo z tego co pamiętam Befiker lubił biegać i z pewnością nie widział nic złego we wbieganiu na ruchliwą drogę. Właśnie tę historię przytaczam ludziom, kiedy pytają dlaczego nie daję żebrzącym na ulicy.

Oczywiście łatwiej i szybciej jest dać komuś kilka groszy niż zastanowić się nad realną pomocą i ewentualnym wsparciem organizacji która wie, w jaki sposób z takim problemem się zmierzyć. Jest wiele projektów zajmujących się ludźmi ulicy. Mój bliski przyjaciel pracuje w PROCS (protection respect and opportunity for children on the street). Rekrutują do swojego ośrodka dzieci, wysyłają do szkół, kontrolują postępy, walczą z mentalnością rodziców. Części z tych dzieciaków się uda. Ukończą szkoły, nawet uczelnie wyższe, zostaną lekarzami, architektami itp. Taki sukces wymaga jednak czasu, poświęcenia i zaangażowania. Z pewnością wyciągając kasę z kieszeni i dając ją komuś na ulicy takiego efektu nie osiągniemy, a błędne koło dalej będzie się toczyć.

Z nieba do piekła

DSC01282 (Copy)

Normalnie zadzwoniłbym do pogotowia opiekuńczego, ale w Etiopii nie ma takiej instytucji. Chyba zrobiłem co zrobić się dało, radziłem się kogo mogłem, prosiłem o pomoc ludzi dookoła. Najczęściej słyszałem, aby pogodzić się z tym co nieuniknione. Teraz wydaje mi się, że ta sprawa od początku była przegrana.

Wiele przykrych doświadczeń w Etiopii już mnie spotkało i pewnie w przyszłości ich przybędzie. Wszechobecna bieda i niesprawiedliwość na każdym kroku bywa bolesna. Czasami mam wrażenie, że ten etiopski świat całkowicie stoi na głowie. Do wielu rzeczy można przywyknąć i się na nie uodpornić, ale gdy problemy dotykają naszych najbliższych, wtedy przeżywamy koszmar.

9 września 2013 roku zapadnie na zawsze w pamięci mieszkańców Ewnetegna Tamir. Nigdy nie widziałem żeby ktoś tak płakał, jak tego dnia Abeba i Ulli. Ambase siedział sam na piętrze i wyglądał przez okno, jakby liczył na pozytywny koniec. Tego dnia w domu nie słychać było muzyki, nie było zabaw, nikt nawet nie rozmawiał. Milczenie przeplatało się z płaczem, poczuciem bezsilności, złości i niezrozumienia.

Matko Etiopio nigdy Ci tego nie zapomnę, że nie dbasz o własne dzieci, zwłaszcza te niepełnosprawne. Bezbronne i całkowicie odarte z godności, zmuszane do życia w nędzy, na ulicy. Wykorzystywane do jednego celu – żebractwa.

1.8Image0335

Befirkera nie ma już wśród nas. Zabrała go biologiczna matka(chociaż w tej sytuacji ciężko o takie określenie), która uważała, że uzdrowi go woda święcona. Gdy do nas przyszła, jej drugi syn nie miał na sobie nawet butów. Najniższa klasa społeczna, dla takich ludzi niepełnosprawny w rodzinie oznacza karę boską. Niestety wiem czym się zajmuje. Żebrze. Teraz zbierze więcej od ludzi, jedną ręką trzymając dwulatka, a drugą niepełnosprawnego, naszego Befirkera. Nie wybaczę Ci Etiopio, że pozwoliłaś zabrać go z naszego domu, prawdziwego raju i rzuciłaś prosto do piekła ulicy.

Dobrze, że jesteście

Mogłoby się wydawać, że opieka nad sześciorgiem niepełnosprawnych nie jest dużym wyzwaniem organizacyjnym. Rzeczywistość, w której istnieje nasz projekt sprawia, że aby wszystko działało prawidłowo (tzn dużo lepiej niż przewidują miejscowe standardy) potrzeba mnóstwo znajomości, zarówno w Etiopii, jak i Europie. Stale zmagamy się z wieloma problemami, jednak nie na wszystkie z nich znajdzie się rozwiązanie. Ważne to trzymać się harmonogramu i realizować cele. W zeszłym roku, po powrocie do Polski wiedziałem co trzeba osiągnąć, aby pomóc w rozwoju projektu. Podobnie teraz, plan pracy na 3 miesiące w Etiopii miałem w głowie ułożony wcześniej. Ciężko jednak zajmować się szukaniem odpowiedniego psychiatry, który mówiłby w języku Deribie(w Etiopii jest ich ponad 80!), skoro od kilku dni w naszym mieście nie ma bieżącej wody. Problemy dnia codziennego bywają przytłaczające. A każdego dnia dostrzegam coś nowego, czym powinniśmy się zająć. Niektóre z tych spraw to detale, ale razem tworzą niezwykle ważną całość. Jednakże dbanie o rozwój naszych podopiecznych to najważniejsze z ważnych spraw tu do załatwienia.

Rahel ma już rehabilitanta. Oczywiście mu nie ufam, ale jakoś działać trzeba. Cholera, za dużo razy chcieli mnie tu oszukać i naciągać. Czasami też z braku wiedzy, lekarze stawiali złe diagnozy czy przepisywali niewłaściwe leki. Dobrze, że jest Mesay, jeden z dwóch zaufanych lekarzy, których poznałem w zeszłym roku. Stale będzie kontrolował postepy i nad wszystkim czuwał. Podpowiada nam też Tatiana (rehabilitantka z Polski). Za 3 miesiące wszystko musi działać dobrze już bez mojej kontroli.

Nie muszę też martwić się o załatwianie leków, wypisywanie recept itp. Jako białas mogę kupić praktycznie wszystko co mają do zaoferowania etiopskie apteki. W zeszłym roku wielokrotnie kupowałem (bez recepty) leki na depresję! Zdobycie antybiotyku też nie jest problemem.* Jest jednak pewna szczególna grupa leków, których sprzedaż jest ściśle kontrolowana przez rząd. Wtedy wystarczy, że pójdę do mojego zaprzyjaźnionego lekarza z kliniki w Bole Michael. Niedawno miałem okazję się z nim widzieć. Po wymianie serdecznym uścisków, pierwsze co spytał to na co trzeba wypisać receptę. Przypomniał, że trzeba kontrolować pacjenta, bo dawke należy dostosować do wagi, a przecież Rahel rośnie. Dzięki takim osobom możemy zaoszczędzić mnóstwo czasu. Dzielnica Mexico, do której nasze opiekunki jeżdżą po receptę jest bardzo daleko, absolutnie nie po drodze. Przejazd tam, tylko po kawałek papierka byłby głupotą I stratą cennego czasu.

Komunikacja alternatywna dla Binyama i Dynki. Dziwie się, że sami na to nie wpadliśmy tu na miejscu. Pomysł podsunęła studentka z Uwr-u poznana dzięki doktor Barbarze Winczura. Wszystkim Wam dziękuje za to, że można na Was liczyć. Razem tworzymy całość i budujemy ten dom. Część z Was od zewnątrz, ale to miejsce może być jeszcze lepsze. Dzięki Wam.

Działamy w środowisku, w którym co po niektórzy uciekną na widok naszych biegnących na przywitanie dzieci. Uciekną, bo obawiają się, że mogą się czymś zarazić. Niektóre choroby oznaczają przecież opętanie złym demonem. Nigdy nie zapomnę co powiedziała matka Befirkera, gdy zabierała go z naszego domu w zeszłym roku. Planem na wyleczenie miała być woda święcona. Ahh ta Etiopia! Z jednej strony tak bliska mojemu sercu, a z drugiej pełna niezrozumiałych paradoksów i problemów, z którymi nasz, europejski świat już dawno nie musi się zmagać. Dobrze, że mam tutaj moich przyjaciół. Dzięki nim życie jest łatwiejsze. Nie muszę się martwić o przejazd z lotniska w środku nocy, przewozić ponad 50kg bagażu komunikacją miejską do Debre Zeyit, a kiedy jestem w Addis nie śpię w hotelach ani nie szukam wszystkiego na własną rekę. Abi i Davit, dobrze, że jesteście. Jesteście jak najbliższa rodzina i zawsze można na Was liczyć.

Szczególne podziękowania dla sponsora naszego domu – firmy Marco. Dzięki Waszej pomocy możemy rozwijać nasz projekt w Etiopii, a także myśleć o nastepnej wspólnocie w Afryce.

Wielkie ukłony w stronę rodziców adopcyjnych. Dziękuje serdecznie za Wasze wsparcie i zainteresowanie.

*Hej! Tylko żeby nikt nie pomyślał sobie, że wchodzę do apteki i mówię do sprzedawcy „poproszę lek na depresję, wszystko jedno jaki i może antybiotyk na zapalenie ucha, bo Milan się skarży, że ją ucho boli. Aaa i Pani dorzuci coś jeszcze na epilepsję, też się przyda!” Zawsze wiemy dokładnie czego potrzebujemy i żaden z nas nie bawi się w lekarzy. Chodzi tylko o ułatwianie sobie życia w niektórych sytuacjach.

Powrót do Etiopii

Ciężko było mi powstrzymać łzy, gdy zobaczyłem nasze dzieciaki radośnie biegnące na przywitanie. Ten dom dawno przestał być tylko projektem, w którym jego mieszkańcy nie czują ze sobą emocjonalnej więzi. Już dziś myślałem o tym jak ciężko będzie za 3 miesiące się pożegnać, zwłaszcza że będziemy wyjeżdżać z Ulli (wolontariuszką z Austrii) tego samego dnia. Tutaj niezwykle łatwo o nawiązanie bliskich relacji. Poprzednim razem dobrze poradziłem sobie z rozstaniem z moimi przyjaciółmi których tu poznałem, ale rozłąka z bliskimi z naszej wspólnoty była bardzo bolesnym doświadczeniem. Boje się więc tego dnia, kiedy znowu będę musiał wyjechać, a to prawdopodobnie ostatni raz, kiedy przyjechałem do Etiopii na tak długo. W naszym domu wszystko jest względnie poukładane. Jest jeszcze trochę do poprawienia, ale wyprzedzamy standardy etiopskie w zakresie pomocy niepełnosprawnym o kilkadziesiąt lat. Chyba nawet więcej do zrobienia jest z pozycji Europy. Tutaj możliwości profesjonalnej terapii są bardzo mocno ograniczone. Nie chcę też nawet myśleć ile czasu i pieniędzy straciłem przez niekompetencje niektórych lekarzy. Potrzebna jest więc grupa ludzi (terapeuta, fizjoterapeuta itp) która chciałaby nam pomóc z Europy i niezbędni są wolontariusze do wykonywania określonych prac. Tych bardziej skomplikowanych, do których nasze opiekunki po prostu się nie nadają. Myślę, że taki zespół tworzy się właśnie w tej chwili. Krok po kroku… Jak pomyślę w jakich warunkach żyły i jak były traktowane nasze dzieci przed dołączeniem do domu Ewnetegna Tamir, jak oglądam ich zdjęcia z przeszłości, to wiem że wykonana została ogromna praca. To miejsce jest rajem dla jego mieszkańców.

DSCN9497 (Copy)

DSCN9383 (Copy)

DSCN9474 (Copy)

DSCN9964 (Copy)

DSCN9931 (Copy)

DSCN9687 (Copy)

DSCN9411 (Copy)

DSCN9454 (Copy)

DSCN9458 (Copy)

DSCN9447 (Copy)

Pierwsze czym się zająłem to poszukiwaniem rehabilitanta dla naszej Rahel. Debre Zeyit to duże miasto, jednak nie ma nawet co porównywać do stolicy. Ciężko jest znaleźć jakiekolwiek informacje o szpitalach i klinikach w Internecie. W związku z tym wybrałem się na małą przejażdżkę po mieście. Dwie kliniki odrzuciłem już na samym wstępie, ze względów higienicznych… Niewiarygodne, że można kogokolwiek leczyć w takich warunkach. Po około 2 godzinach udało mi się znaleźć jedno względnie czyste miejsce w którym przyjmuje fizjoterapeuta. Czyste jak na warunki etiopskie… Trudno, trzeba wykorzystywać to, czym aktualnie dysponujemy. Jeżeli dojdzie do spotkania Mesaya (byłego rehabilitanta z Addis) z tym obecnym to będzie dobrze. Jeżeli dołączymy do tego sugestie i rady zaprzyjaźnionej rehabilitantki z Polski to będzie bardzo dobrze. Więcej już w Etiopii nie wymyślę. Mam tylko nadzieję, że to wystarczy, aby pozytywnie wpłynąć na rozwój naszej najmłodszej dziewczynki.

Jestem szczęśliwy. Nie myślę o problemach, które mnie czekają. Jeszcze nie martwią mnie przerwy w dostawach prądu i wody, brak zasięgu, czy dziesiątki przeszkód na które natrafię przy załatwianiu najprostszych czynności jak pójście do lekarza. Dziś jestem szczęśliwy, bo mogę być z nimi. Z moją etiopską rodziną.

DSCN0038 (Copy)

Responsywne strony internetowe

Escape the room Wien – Für meine österreichischen Freunde

Was ist Escape the Room und warum wird es immer populärer?

Es ist eine erstaunliche Erfahrung und wirklich jedem zu empfehlen einmal auszuprobieren: Escape The Room. Ein zu neuartiges Konzept, spannend und fuer alle Altersklassen gut geeignet. Menschen lassen sich freiwillig in einen Raum einsperren. Das klingt seltsam, kennt man aber das Konzept, macht es Sinn. Es geht darum logische Rätsel zu loesen: Kein Sudoku, keine Kreuzworträtsel, aber dennoch, ist es gut zu kombinieren und querzudenken. Es ist ein „real life”- Spiel, also ein Spiel in dem man selbst die Hauptrollen einnimmt. Eigentlich kann jeder mitmachen, egal ob alt oder jung. Auch Kinder können sich, unter besonderer Hilfestellung in so einem Rätsellabyrinth versuchen. Meiner Erfahrung nach, ist es für Jugendliche und Kinder oft einfacher geistige Arbeit zu leisten, da sie es von der Schule her, gewöhnt sind. Ausgerichtet ist Escape The Room aber auf Erwachsene. Umso besser, dass auch die Erwachsenen herausgefodert werden. Escape Games gibt es überall auf der Welt, und sie werden auch in Österreich immer beliebter und bekannter.

Ein weltweiter Trend

Es gibt schon einige escape the room Wien. Das spannende ist, das jedes anders ist. Manche Räume sind sehr logisch, bei anderen geht es eher um Geschicklichkeit und technische Ausstattung. Manchmal wird nur ein Raum allein bespielt, manchmal muss man sich durch viele Räume hindurchrätseln. Die Vielfalt ist wichtig, denn auch die Personen die Spielen sind sehr vielfältig und haben verschiedene Erwartungen. Persoenlich habe ich vor allem in anderen Ländern gespielt und muss sagen, dass die Wiener Spiele oft recht einfach aufgebaut sind, was den Schwierigkeitsgrad der Spiele betrifft. Grundsätzlich sollte man nicht frusitriert sein, wenn es einmal nicht klappt – der Spaß am Spiel ist für mich am Wichtigsten. Außerdem wird jeder Raum nur einmal gespielt – was dazu veranlasst so viele Möglichkeiten auszuprobieren. Für mich ist es eine super Freizeitaktivitäten in Wien und überall auf der Welt. Ich spiele am liebsten mit meinem Partner, weil wir ein eingefleischtes Team sind, aber auch in einer größeren Gruppe macht es Spaß, wobei es nicht zu viele Personen sein sollten, damit während des Spiels nicht zu viele Informationen verloren gehen und es für jeden etwas zu tun gibt!

Check also: escape game Wien