Dobrze, że jesteście

Mogłoby się wydawać, że opieka nad sześciorgiem niepełnosprawnych nie jest dużym wyzwaniem organizacyjnym. Rzeczywistość, w której istnieje nasz projekt sprawia, że aby wszystko działało prawidłowo (tzn dużo lepiej niż przewidują miejscowe standardy) potrzeba mnóstwo znajomości, zarówno w Etiopii, jak i Europie. Stale zmagamy się z wieloma problemami, jednak nie na wszystkie z nich znajdzie się rozwiązanie. Ważne to trzymać się harmonogramu i realizować cele. W zeszłym roku, po powrocie do Polski wiedziałem co trzeba osiągnąć, aby pomóc w rozwoju projektu. Podobnie teraz, plan pracy na 3 miesiące w Etiopii miałem w głowie ułożony wcześniej. Ciężko jednak zajmować się szukaniem odpowiedniego psychiatry, który mówiłby w języku Deribie(w Etiopii jest ich ponad 80!), skoro od kilku dni w naszym mieście nie ma bieżącej wody. Problemy dnia codziennego bywają przytłaczające. A każdego dnia dostrzegam coś nowego, czym powinniśmy się zająć. Niektóre z tych spraw to detale, ale razem tworzą niezwykle ważną całość. Jednakże dbanie o rozwój naszych podopiecznych to najważniejsze z ważnych spraw tu do załatwienia.

Rahel ma już rehabilitanta. Oczywiście mu nie ufam, ale jakoś działać trzeba. Cholera, za dużo razy chcieli mnie tu oszukać i naciągać. Czasami też z braku wiedzy, lekarze stawiali złe diagnozy czy przepisywali niewłaściwe leki. Dobrze, że jest Mesay, jeden z dwóch zaufanych lekarzy, których poznałem w zeszłym roku. Stale będzie kontrolował postepy i nad wszystkim czuwał. Podpowiada nam też Tatiana (rehabilitantka z Polski). Za 3 miesiące wszystko musi działać dobrze już bez mojej kontroli.

Nie muszę też martwić się o załatwianie leków, wypisywanie recept itp. Jako białas mogę kupić praktycznie wszystko co mają do zaoferowania etiopskie apteki. W zeszłym roku wielokrotnie kupowałem (bez recepty) leki na depresję! Zdobycie antybiotyku też nie jest problemem.* Jest jednak pewna szczególna grupa leków, których sprzedaż jest ściśle kontrolowana przez rząd. Wtedy wystarczy, że pójdę do mojego zaprzyjaźnionego lekarza z kliniki w Bole Michael. Niedawno miałem okazję się z nim widzieć. Po wymianie serdecznym uścisków, pierwsze co spytał to na co trzeba wypisać receptę. Przypomniał, że trzeba kontrolować pacjenta, bo dawke należy dostosować do wagi, a przecież Rahel rośnie. Dzięki takim osobom możemy zaoszczędzić mnóstwo czasu. Dzielnica Mexico, do której nasze opiekunki jeżdżą po receptę jest bardzo daleko, absolutnie nie po drodze. Przejazd tam, tylko po kawałek papierka byłby głupotą I stratą cennego czasu.

Komunikacja alternatywna dla Binyama i Dynki. Dziwie się, że sami na to nie wpadliśmy tu na miejscu. Pomysł podsunęła studentka z Uwr-u poznana dzięki doktor Barbarze Winczura. Wszystkim Wam dziękuje za to, że można na Was liczyć. Razem tworzymy całość i budujemy ten dom. Część z Was od zewnątrz, ale to miejsce może być jeszcze lepsze. Dzięki Wam.

Działamy w środowisku, w którym co po niektórzy uciekną na widok naszych biegnących na przywitanie dzieci. Uciekną, bo obawiają się, że mogą się czymś zarazić. Niektóre choroby oznaczają przecież opętanie złym demonem. Nigdy nie zapomnę co powiedziała matka Befirkera, gdy zabierała go z naszego domu w zeszłym roku. Planem na wyleczenie miała być woda święcona. Ahh ta Etiopia! Z jednej strony tak bliska mojemu sercu, a z drugiej pełna niezrozumiałych paradoksów i problemów, z którymi nasz, europejski świat już dawno nie musi się zmagać. Dobrze, że mam tutaj moich przyjaciół. Dzięki nim życie jest łatwiejsze. Nie muszę się martwić o przejazd z lotniska w środku nocy, przewozić ponad 50kg bagażu komunikacją miejską do Debre Zeyit, a kiedy jestem w Addis nie śpię w hotelach ani nie szukam wszystkiego na własną rekę. Abi i Davit, dobrze, że jesteście. Jesteście jak najbliższa rodzina i zawsze można na Was liczyć.

Szczególne podziękowania dla sponsora naszego domu – firmy Marco. Dzięki Waszej pomocy możemy rozwijać nasz projekt w Etiopii, a także myśleć o nastepnej wspólnocie w Afryce.

Wielkie ukłony w stronę rodziców adopcyjnych. Dziękuje serdecznie za Wasze wsparcie i zainteresowanie.

*Hej! Tylko żeby nikt nie pomyślał sobie, że wchodzę do apteki i mówię do sprzedawcy „poproszę lek na depresję, wszystko jedno jaki i może antybiotyk na zapalenie ucha, bo Milan się skarży, że ją ucho boli. Aaa i Pani dorzuci coś jeszcze na epilepsję, też się przyda!” Zawsze wiemy dokładnie czego potrzebujemy i żaden z nas nie bawi się w lekarzy. Chodzi tylko o ułatwianie sobie życia w niektórych sytuacjach.